Tajlandia. Kierunek pełen wątpliwości… (#1)

Jeszcze nigdy jadąc dokądś nie miałam tylu obaw w głowie to kierując się w stronę Tajlandii… Bo zupełnie niezgodne z moją naturą było wybranie jednego z najbardziej turystycznych kierunków na świecie, w dodatku z klimatem jakiego nie znoszę! A jednak, podobnie jak miliony innych ludzi na świecie, także chciałam doświadczyć tego kraju i miałam szczęście móc to zrealizować.

taj-3

Była to moja pierwsza podróż poza Europę, oprócz granic państwowych i zrozumiałych kręgów kulturowych, przekroczyłam też wiele granic swojego komfortu i wiele się nauczyłam. Nie jestem plażowiczką, więc sama wizja leżaka, spa resortu i ciepłego morza mnie nie przekonywała. Jadąc miałam w głowie przede wszystkim niepewność przytłoczoną miażdżącymi opiniami „ekspertów” co już byli… Że nie warto, że tłok i przeludnienie, że syf, śmieci i dzikie imprezy, że nachalna prostytucja, że widoki to nie takie jak w Indonezji, że „nieautentycznie”, że komercha i uśmiech za pieniądze… Tak jakby każdy jeden turysta co już był (niezależnie od formy bagażu czy poczucia bycia wyższą formą podróżnika nie turysty) samą swoją obecnością i potrzebami nie dokładał cegiełki do tej komerchy… A przeżuwszy dany kraj nie szedł budować jej dalej (jak to aktualnie się dzieje w masowych najazdach na Bali, Kambodżę, Islandię, Amerykę Południową, czy w stwarzaniu popytu na hotele na Spitsbergenie!)
Moje lęki i wręcz kaca moralnego, że jadę, dodatkowo podsycała wcześniejsza lektura reportaży o „egzotycznej” turystyce („Witajcie w raju. Reportaże o przemyśle turystycznym” Jennie Dielemans) i czarno na białym wydrukowany na bilecie koszt węglowy mojej wycieczki… A już ukoronowaniem tych obaw był najbardziej przyziemny lęk o to, że skoro świadomie wybrałam na wizytę najgorszy pogodowo miesiąc w roku, to nie doświadczę nic więcej oprócz ściany deszczu…

Mimo tych katastroficznych wizji, byłam, przeżyłam i mam własne, bezcenne wrażenia! Choć są mieszane, była to naprawdę wielka PRZYGODA i masa nowych doświadczeń. Nawet jeśli klimat jest bardzo trudny do zniesienia (gorąco i parno), Tajlandia jest zatłoczona (chociaż akurat nie nadmiar turystów dawał mi się we znaki, byłam zdecydowanie poza sezonem), tak, jest dużo śmieci (aczkolwiek stan podwarszawskich lasów czy powakacyjnych Mazur nie daje nam prawa do krytyki innych krajów pod tym względem ), tak, zdarzają się szczury i karaluchy (w Warszawie też i to nie rzadko, no może nie takie dorodne). Natomiast dzikiej imprezy nie słyszałam nawet z daleka, małoletniej prostytutki nie widziałam (lub nie rozpoznałam) żadnej. Deszcz lał kilka razy, pochmurne dni się zdarzały, ale to co dla wielu byłoby wadą, dla mnie jest zaletą! Dzięki temu było znośniej jeśli chodzi o temperaturę (pełne słońce ograniczało aktywność fizyczną prawie do zera!). Uśmiech jest bardzo naturalny i częsty, tego raczej ja sama musiałam się nauczyć!
Potwierdzonym stereotypem jest ten, że Tajlandia jest faktycznie bardzo dobrą destynacją, by spróbować podróży z plecakiem w nieznane. I to, że warto jak najbardziej minimalizować bagaż (40l plecak na 3 tygodnie okazał się za duży!) I to, że niezależnie od wszystkich opinii czy wątpliwości, jedna rzecz nie podlega dyskusji… Tajska kuchnia! Jest absolutnie przepyszna (choć niestety mało przyjazna dla wegetarian). I gdyby ktoś mi zaproponował jeszcze raz np. Bangkok na weekend, dla ulicznej kuchni nie wahałabym się ani chwili:) Wiele inspiracji zagości w domowym menu!

taj-16

Zobaczyłam tylko mały wycinek tego kraju i to raczej wg dość typowego klucza turystycznego i z kilkoma niekorzystnymi błędami logistycznymi, ale mimo wszystko do samej Tajlandii na dłużej chyba bym wrócić nie chciała… Oprócz temperatur największą wadą regionu jest bardzo ograniczona dostępność parków narodowych dla samodzielnych turystów, często w takiej formie zwiedzanie jest wręcz niemożliwe, a zorganizowanych wycieczek nie trawię organicznie… To ten najgorszy komercyjny aspekt tajski, choć tak naprawdę trekking w warunkach sauny to bardziej masochizm niż przyjemność o_0 Przede wszystkim ze względu na morderczy (dla mnie) klimat ta część świata trochę poczeka aż zamarzy mi się znowu… Jeśli Azja to raczej Syberia albo Kamczatka:))

Zatem, warto czy nie warto? WARTO! Warto zostawić w domu europejskie przyzwyczajenia, otworzyć głowę i doświadczać rzeczywistości tak bardzo odmiennej od wszystkiego co znamy! W zakresie własnych możliwości próbować i testować lokalnych specjałów, iść na kurs gotowania, próbować poznać i zrozumieć inny rytm życia, popodziwiać bujną roślinność i piękne motyle, pozachwycać się ofertą sklepów ogrodniczych (i opłakać niemożność zakupów…), jak ktoś lubi dać się po tajsku masować, chwilę poleżeć pod plamą (dłużej nie wytrzymam), przeżyć jazdę na skuterze, dla zrównoważenia upału posączyć zimne tajskie piwo (przez 3 tygodnie wypiłam więcej piwa niż przez cały rok, znaczy kilka butelek!), a przede wszystkim dużo się uśmiechać:)

A praktyczne doświadczenia z tego wyjazdu mam nadzieję przekuć na kolejne i odważniejsze wyprawy! Okazuje się, że to wcale nie takie trudne, ani niewygodne:)) W miarę możliwości etyczne podróżowanie też nie jest takie nierealne… Jeszcze przed lekturą „Witajcie w raju” wiedziałam, że żadne przejażdżki na słoniach nie wchodzą w grę (ta sama liga co wozy konne do Morskiego Oka). Wiedziałam też, że nie będę kupować i podglądać życia górskich plemion (jak okazów w zoo). Że szerokim łukiem ominę „korpohotele” i restauracje dla zachodnich turystów. I bez kampanii informacyjnych wiedziałam, że wizerunek Buddy to nie towar czy dekoracja do wnętrza, a wyroby z kości słoniowej w ogóle są nieakceptowalne.

Wiedziałam, że nie chcę niczego oceniać, a jedynie poznać i choć trochę zrozumieć (to było bardzo trudne)…

taj-5

taj-4

taj-12

taj-13

taj-1

taj-11

taj-10

taj-14

taj-15

taj-2

taj-8

taj-9

taj-6

taj-7

Komentarze o wpisie “Tajlandia. Kierunek pełen wątpliwości… (#1)
  1. Piękne zdjęcia. Piękny tekst – to się nazywa głębokie i uważne podróżowanie :)
    Pozdrawiam serdecznie.
    P.

    • Dziękuję:) To była dla mnie prawdziwa podróż w Nieznane (nawet jeśli dla wielu banalne…)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Strona